Nie mam zamiaru się rozwodzić na temat wyjazdu
(znakomicie zresztą zorganizowanego-przez Polski FanClub Manowar) do krainy
knedlami i piwem płynącej ("Oficialni pivo koncertu Pilsner Urquell")...nie będę
opisywał mikro i makro klimatu Ostravy ni też wiecznie żywej za południową
granicą mody na cool-fryzurę("czeski metal"rulez)...nie wspomnę występu supportu
(swoją drogą znakomity thrash/death z Usa o nazwie BLUDGEON)...będę jedynie
opiewał pieśnią epicką wspaniały koncert, bedę chwalił Bogów Metalu...bo ich
jest królestwo, potęga i chwała na wieki!!!... światła zgasły a salę wypełniły
majestatyczne dźwięki "Ben Hur Theme"...zakończonego intro: "Ladies &
Gentelmens - from the United States of America - MANOWAR"...błysnęły klasyczne
białe światła i stanąłem twarzą w twarz (a stałem 3metry od sceny) z
zespołem-legendą...chwilowa hipnoza i..."Manowar" z debiutankiego "Batlle
Hyms"!!! Amok totalny od pierwszych taktów! Wszyscy jak jeden mąż wtórują
Ericowi w refrenie a to dopiero pierwsze uderzenie (gardło po koncercie to
miałem do reparacji)... nie ma przebacz, nie ma sekundy przerwy - szturmujemy
scenę niczym armia chóralnie śpiewając "Brothers of Metal...standing together
with hands in the air"..."Spirit Horse of the Cherokee" stawia "kropkę nad i",
świetny numer - krzyk (a może pisk) tysięcy gardeł - wielkie wejście wielkiego
zespołu. Krótki romans z gitarą Karla Logan'a pozwala wszystkim na chwilę
wytchnienia...znakomity popis techniki ale i aktorskiej zręczności, taa...takich
solówek się współczenie nie grywa. Ale przecież Manowar żyje poza czasem,zdala
od trendów. Niczym ostatni wyznawcy pradawnej religii kultywują rozkaz otrzymany
od Bogów...a "Gods Made Heavy Metal" brzmi niczym wezwanie do przestrzegania
przykazań, niczym proroctwo - które na naszych oczach się spełnia! Manowar na
scenie jest czymś w rodzaju skrzyżowania "walczącego wojownika" z "rozpędzonym
motocyklistą", który rzuca widowni rękawicę...a my ją podnosimy i podejmujemy
walkę przy dźwiękach "Blood of My Enemies", "Army of Immortals" i singlowego
"Warriors of the World United"... i wspomnę tu jedynie że tylko niektórzy czesi
dotrzymywali pola naszej dzielnej drużynie... Eric zauważa polskich fanów,
padają słowa "we will come to Your country next year"...ponoć obiecuje tak od
lat, ale nie ważne-dla nas to brzmi niczym nagroda...Solowy popis wirtuoza bassu
Joey'a DeMaio (wariacje na temat "Sting of the Bumblebee", brak słów by rzecz
opisać) pozwolił oddech zaczerpnąć...nie trwało to dłużej niż oka mgnienie, gdy
niesamowicie żywiołowy Eric (nie wiem czy on tak ma zawsze,ale tryskał
entuzjazmem jakby to był jego pierwszy koncert w życiu) kolejny raz wezwał do
walki o Prawdziwy Metal: "Call to Arms" oraz kultowe "Sign of the Hammer" i
"Kings of Metal" zabiły ("other bands play-Manowar kill")!!! Królowie Metalu
zdobyli Ostravę i zarządali pokłonu...a mu unosząc w górę ramiona podczas "Hail
& KIll" hołd im oddaliśmy...światła zgasły, ciemność przyniosła chwilowe
wytchnienie...Koniec? Nie dla Bogów Prawdziwego Soundu!!! Karl i Joey
majestatycznie wynurzyli się z otchłani nocy dzierżąc...co? Gitary Akustyczne!!!
A z poza sceny dobiegał czysty niczym dźwięk dzwonu vocal Erica Adamsa - "Swords
in the Wind"...Trzej Frontlinerzy Manowar - niczym trzej muszkieterowie usiedli
u podnóża perkusji (bo trzeba wspomnieć, że Scott Columbus grał 2 metry nad
sceną, na gigantycznym głośniku- platformie) a powietrze wypełniły wspaniałe
dźwięki "Master of the Wind" i chóralnie odśpiewanego "Courage"...co więcej - na
tym nie koniec!!! Ponownie ciemość...i krzyk "MaaaaaaannnoovvvvaaaaaaR" z prawie
czterech tysięcy gardeł...Królowie wracają na scenę - jakby silniejsi, niesieni
krzykiem tłumu grają "Outlaw"...Manowar przystępuje do finalnego szturmu: na"The
Power" badają granicę dźwięku, potem "House of Death" i ostatni bis dzisiejszego
wieczoru "Black Wind, Fire & Steel"...ostatni - bo jak można grać bez
instrumentu? Joey wyrwając kolejne struny swego super-bassu, stworzył
mini-spektakl...brawurowe i godne legendy heavy metalu zakończenie...Uniesione w
górę dłonie w geście triumfu i Eric, Karl, Scott i Joey znikają...a uszy tych
którzy nie polegli w boju koją dźwięki epickiego outra "High and Mighty alone We
are Kings, Whirlwinds of Fire We ride...Providence brought Us The Crown and The
Ring - covered with Blood and Our Pride".
autor: OZZ ( www.metalheart.art.pl)
(tekst zamieszczony
dzięki współpracy pomiędzy Warriors of Poland United
a Metalheart - w nie
zmienionej formie, z zachowaniem oryginalnej pisowni)
|